sobota, 13 lipca 2013

Zdenerwowanie

Julia (Kocica)
Darek był w łazience, a ja zamiast się szykować przyglądałam się wizytówce, którą trzymałam w ręku.
Wiedziałam, że zgłaszając się do tej agencji, narobiłam sobie kłopotów, bo mój mąż jeszcze nie zgodził się  na moją pracę, jednak gdy tylko zaczął rozważać ten temat, nie mogłam się powstrzymać. Poszłam tam dziś z samego rana. Nie wiedziałam, jak mam mu to teraz powiedzieć, a byłam już umówiona na pierwsze spotkanie. Oczami wyobraźni widziałam już, co mnie czeka, gdy dowie się o tym za wcześnie.
Przez chwilę obracałam ją w ręku, starając się zaplanować rozmowę z moim ukochanym, jednak gdy tylko usłyszałam, że zakręca wodę, szybko schowałam kartonik tak, aby go nie znalazł.
Ponownie skierowałam wzrok w lustro, sprawdzając, czy makijaż zakrył ślady jego ostatniego pokazu siły.

– Co mam założyć, kotek? – spytał, wchodząc w samym ręczniku do pokoju. Spojrzałam na niego i musiałam przyznać, że wygląda świetnie.
– Może tę jasnostalową koszulę, do tego różowy krawat i trochę ciemniejszy, stalowy garnitur, ładnie będziemy wtedy do siebie pasować – odpowiedziałam, poprawiając włosy i jednocześnie zastanawiając się, czy ta koszula jest uprasowana; dziś przez wizytę w agencji nie miałam czasu na uprasowanie ich wszystkich.
– Kotek, znaczy co mam ubrać? – usłyszałam jego głos                              z garderoby. Pokręciłam głową z rezygnacją, wstałam i poszłam do niego. Wskazałam mu koszulę.
– To jest jasnostalowy – odpowiedziałam, dotykając ręką koszuli, potem przytuliłam się do niego. – Garnitur jest od niej trochę ciemniejszy                 i wisi w drugiej szafie, obok powinien być krawat. – uśmiechnęłam się przymilnie.
– Ty wiesz, że ja nie odróżniam kolorów – mruknął, cmoknął mnie w czoło i wyszliśmy z garderoby.
Wróciłam do lustra i sięgając po nowe perfumy, które dostałam od męża, potrąciłam ręką szklankę z wodą, która wylała się wprost na mnie.
– Cholera – mruknęłam. Nie było innego wyjścia, musiałam się przebrać. – Kochanie – dodałam głośniej, zdejmując mokrą sukienkę – mam do ciebie taką malutką prośbę – mówiłam, pokazując mu się w samej koronkowej bieliźnie i uśmiechając się przymilnie.
– Coś ty powiedziała! – warknął, przytrzymując mnie za przedramię.
– Nie rozumiem – powiedziałam cicho, robiąc jednocześnie smutną minkę. – O co ci chodzi? To naprawdę mała prośba.
– O twoje słownictwo! – nadal miał zimny, nieprzyjemny głos, którego szczerze nie cierpiałam.
– Przepraszam, wymsknęło mi się – powiedziałam potulnie, próbując się do niego przytulić.
– Uważaj! – powiedział, kładąc rękę na moim pośladku, ciągle pokrytym siniakami. – Następnym razem to może zaboleć. Co mogę dla ciebie zrobić? – dodał już spokojnym głosem.
Chciałam się zbuntować, krzyczeć, że to tylko małe słówko, że nie ma prawa się go czepiać, jednak nie powiedziałam nic. Wzięłam głęboki oddech i odezwałam się słodkim głosem bez cienia pretensji.
– Czy mógłbyś założyć ten turkusowy krawat? Sukienka mi się zamoczyła i teraz nie będziemy razem dobrze wyglądać – mówiłam, jednocześnie próbując wyswobodzić się z jego rąk.
– Sama się zalała – mruknął, jednak puścił mnie i poszedł po drugi krawat. – który to jest turkusowy, kocie? – usłyszałam, gdy zakładałam nową sukienkę. Szybko podeszłam do niego i podałam mu go, jednak nie dość szybko; zauważył nieuprasowaną koszulę. – A to co? Czyżbyś za dużo czasu spędzała przed komputerem, zgłębiając tajniki swojej pracy i nie wyrabiała się z obowiązkami domowymi? – miał nieprzyjemny głos, jakby szukał pretekstu do kolejnej awantury. Zaczął  wyjmować koszulę.
– Raczej pogniotła się, wisząc – odpowiedziałam spokojnie; przy nim nauczyłam się takich drobnych, kobiecych sztuczek. – Daj, odłożę ją na bok i uprasuję jutro. A jak widzisz z obowiązkami się wyrabiam.
– Nie wydaje mi się, skoro w szafie są niewyprasowane rzeczy – powiedział, nadal patrząc nieufnie w stronę szafy. Odsłoniłam szyję i plecy przytrzymując włosy.
– Czy mógłbyś, kochanie…. – odwróciłam się twarzą do niego                    i spojrzałam zalotnie. – Ale tak myślę, że skoro i tak mam niedługo wrócić do pracy, to może powinniśmy pomyśleć o pomocy domowej na jeden dzień w tygodniu. – opuściłam włosy, gdy zasunął suwak i uśmiechnęłam się. – Dziękuję.
Pospiesznie weszłam do szafy w poszukiwaniu odpowiednich butów. Celowo wybrałam takie, które mu się nie spodobają, aby zająć jego myśli czymś innym.
– A mnie się zdaje, że jednak się nie wyrabiasz – kontynuował temat, ale jednocześnie spojrzał, jak zapinam siwe kozaczki na bardzo wysokim obcasie. – Nie, kocie, tych butów nie założysz!
Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam protestować.
– Sam mi je kupiłeś, idealnie pasują…. – zaczęłam mówić, choć wiedziałam, że to na nic, jednak gdyby nie ta improwizacja na pewno wiedziałby, że coś kręcę.
– Powiedziałem! – przerwał mi bezceremonialnie i wyjął moją stopę z niezasuniętego kozaka. – Te nadają się co najwyżej do łóżka!
– To po co mi je kupiłeś – spytałam z pretensją, wydymając usta – skoro nigdy nie pozwalasz mi ich nosić? – marudziłam, jednocześnie ciesząc się ze zmiany tematu. Sięgnęłam po bardziej odpowiednie, stalowe szpilki               i pokazałam je mężowi. – mogą być te?
–  Mogą, tylko pospiesz się, nie mamy już czasu – założyłam buty, poprawiłam pomadkę na ustach i spojrzałam na męża z uśmiechem.
– Jestem gotowa – okręciłam się przed nim. – jak ci się podobam?
– Ślicznie – mruknął, pomagając mi założyć płaszczyk. – Pospiesz się, bo do teatru się spóźnimy, a jeszcze potem jesteśmy umówieni na kolację w takiej nowej restauracji – mówił, prowadząc mnie do samochodu i pomagając wsiąść. – Nie pamiętam nazwy, ale znam adres.
– Na kolację? Z kim? – trzymałam kciuki, aby to nie byli jego rodzice, choć podejrzewałam właśnie ich, bo nie powiedział mi wcześniej o tej kolacji.
– Rodzice nas zaprosili – powiedział, patrząc na drogę, prowadził pewnie, dość agresywnie. – W prawdzie mi nie zależy, abyście się szczególnie lubili, ale ostatnio mama mówiła, że miło jej się z tobą rozmawiało – powiedział, spoglądając na mnie. Uśmiechnęłam się.
– Rozmawiałyśmy o modzie, o tym, czy nie tęsknię za pracą – powiedziałam, kładąc mu rękę na udzie. – Ona też uważa, że mogłabym jeszcze popracować.
Dojechaliśmy do teatru. Przedstawienie „Przez park na bosaka” naprawdę mi się spodobało, zabawna historia o początkach małżeństwa, perypetiach z mieszkaniem, teściową. Ja byłam mężatką dłużej, nigdy nie mieliśmy problemów z mieszkaniem, pieniędzmi, z teściową również nie,              a jednak sporo bym dała za to, aby moja sytuacja wyglądała inaczej.                                Lubiłam nasze wyjścia do teatru, miałam okazję się wystroić, porozmawiać z ludźmi, choć w większości byli to jego znajomi. Początek wieczoru minął szybko, miałam nadzieję, że podobnie będzie z drugą jego połową. Restauracja była dość blisko teatru, tak więc nie zdążyliśmy porozmawiać, jedyne, co Darek powiedział, to: – Pamiętaj, aby nie przesadzić z piciem – spoglądając na mnie surowo.
– Oczywiście, kochanie – odpowiedziałam tak, jak tego oczekiwał – tylko kieliszek lub dwa wina.
Nie chciałam go denerwować, gdyż i tak wiedziałam, że wieczór nie będzie należał do miłych. Rodzice z pewnością zaczną mówić                           o dzieciach, Darek poruszy temat mojej pracy, więc nie chciałam dodatkowo go denerwować, znów bałabym się wrócić z nim do domu.
Weszliśmy do restauracji, która od początku mi się nie spodobała. Wnętrze sprawiało wrażenie zimnego, sterylnego, nigdzie nie było zieleni ani kwiatów, tylko biel i srebro.
Teściowie podeszli do nas się przywitać i jak zawsze zaczęły się pytania.
– Co tam u was, dzieci? – zaczął teść, podając rękę Darkowi.
–  Dawno się nie widzieliśmy – jednocześnie mówiła mama, całując mnie w policzki.
Uśmiechałam się tylko i pozwalałam płynąć rozmowie, jakby toczyła się po za mną. Mąż jak zawsze odpowiadał za nas.
– Dziękujemy, wszystko dobrze, sporo pracy – jednocześnie zajęliśmy miejsce przy czteroosobowym stole, a kelner podał nam menu. Pokazywałam właśnie Darkowi, na co mam ochotę, gdy jego ojciec zapytał:
– A kiedy zamierzacie uczynić mnie dziadkiem? To już najwyższa pora – mężczyzna spojrzał wymownie na syna. – Nie jesteś coraz młodszy, trzydziestka ci stuknęła. – I roześmiał się.
– Tato – odezwałam się cicho z uśmiechem – nie ma się co spieszyć. – Jedliśmy dość przeciętne sałatki, więc zaczęłam się swoją bawić.
– Jesteśmy młodym małżeństwem i na razie chcemy móc nacieszyć się sobą, ale za rok... wtedy będę mówił do ciebie dziadku – dodał mój mąż.
– Co? – wyszeptałam, krztusząc się winem. – Mówiłam, kochanie – zrobiłam srogą minę, patrząc na męża – mówiłam, że nie zgodzę się na dziecko w ciągu następnych trzech lat. Chcę wrócić do pracy – dodałam cicho, dotykając delikatnie jego ręki. – Proszę.
Poklepał mnie protekcjonalnie po ręku i spojrzał na ojca.
– Musisz ją więc przekonać, tato, aby darowała sobie te mrzonki                o pracy, inaczej będzie się ociągać – mówił niby żartobliwie, ale widziałam żal i pretensję w jego oczach.
– A może – zabrała głos teściowa – zamiast zabraniać, zgódź się, popracuje jeszcze chwilę, góra dwa lata – powiedziała po dokładnym otaksowaniu mnie – a jak będzie szczęśliwa, to może zgodzi się na dziecko wcześniej.
– Chcę mieć żonę przy mnie, a nie na jakiś wyjazdach, pokazach, castingach i chcę ją mieć dla siebie a nie dla setek samców – mówił zdenerwowany, ściskając mnie zaborczo za rękę.
– Ja też nie chciałbym – odezwał się teść – abyś ty – spojrzał na żonę z czułością – paradowała przed innymi, abyś nie miała czasu dla mnie, domu…
Dotknęłam delikatnie ręki teścia.
– Tato, castingi są w weekendy, w tygodniu mój mąż będzie miał to, do czego…. – chciałam uspokoić sytuację, a jednak jedno szarpnięcie za rękę i wrogie spojrzenie męża przekonały mnie, że osiągnęłam coś wręcz przeciwnego.
– Jakie castingi!? – mówił zimnym głosem, patrząc na mnie groźnie. – Zabroniłem! Czego nie zrozumiałaś!?
Skuliłam się w sobie i ze spuszczoną głową starałam się wytłumaczyć.
– Castingi zazwyczaj odbywają się w weekendy, taki zwyczaj, kochanie – miałam potulny, cichy głos. – Raczej w dzień. Chciałam, aby tata wiedział, że dla domu i ciebie będę miała czas.
Teść spojrzał ostentacyjnie na zegarek i zaczął się podnosić.
– My będziemy się zbierać, rano mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. – Pomógł wstać żonie. – Synu, musimy pomyśleć o partyjce tenisa.
Darek nadal zły uśmiechnął się do ojca, pomagając matce założyć płaszcz.
– Dogadamy się w sądzie. Trzymajcie się! I mamo – dodał, cmokając ją w policzek – dbaj o siebie.
– Miło było was zobaczyć, synu – pogłaskała go po policzku, uśmiechnęła się do mnie i wyszli.
Ubraliśmy się bez słowa. Jak zawsze przytrzymał mi płaszcz, ale nie mogłam dopatrzeć się w tym niczego pokrzepiającego. Wsiedliśmy do samochodu bez słowa. Darek ruszył, jechał bardzo szybko, bałam się tego.
– Zwolnij, proszę – powiedziałam, dotykając niepewnie jego ręki.

– Ty lepiej nic nie mów! – warknął. – Dla ciebie będzie lepiej, jak się uspokoję, zanim dojedziemy.

Fragment pochodzi z e-booka pt "Cztery strony uczuć".
Link do opisu: kliknij tutaj
Link do pobrania: kliknij tutaj

1 komentarz:

  1. No to Julia już może pożegnać się z pracą.

    OdpowiedzUsuń