niedziela, 4 sierpnia 2013

NY w Anglii

Karol (Gizmo)
Pieczenie trwało krótko, a jego punkt kulminacyjny już dawno minął. Agata nie miała dużo siły, a i nawet jednej dziesiątej całości nie włożyła w to uderzenie. Usłyszałem dzwonek do drzwi kolejny i jeszcze jeden. W końcu poczułem, że wszyscy mają tego niezapowiedzianego gościa w dupie, a tak przecież nie wypada, no to postanowiłem otworzyć. Co mi szkodzi przekręcić łucznik i pociągnąć za klamkę.
– Dzień dobry – powiedziała ta mała, co się tak spiła na tej imprezie, ta od Darka.
– Hej, co tam? Kacyk męczy? – zapytałem z uśmiechem.

– Nie, już nie.
– Bartka męczy – rzekłem i wpuściłem ją do środka, robiąc krok w tył i zapraszający gest ręką.
– Chciałam po prostu oddać zeszyt, chyba żona brata wzięła przez pomyłkę, jak brała moje rzeczy. – Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, ten zeszyt to był ten sam co Tyler w nim bazgrał, gdy byliśmy w tym studiu tatuażu.
– To raczej nie moich dzieciaków, chociaż kto wie, ale wiem gdzie to zanieść, dzięki – powiedziałem i wziąłem od niej te kilkaset kartek w kratkę, w twardej oprawie z żółtym motocyklem na widoku.
– Chciałam też przeprosić, ale może jak pan zawoła żonę…
– Lepiej nie, ona jest jeszcze o to zła, ale obiecuję przekazać. Wchodzisz do Karoliny i Bartka – zapytałem, uśmiechając się do tej dziewuszki.
– Nie, raczej nie. Spieszę się do domu. Do widzenia.
– Do zobaczenia – odpowiedziałem, zamykając za tą małą drzwi.
Przekręciłem łucznik, oddaliłem się do kuchni, wstawiłem czajnik na gaz i nasypałem kawy do kubka.
– Karol, możemy pogadać? – zapytał jakiś damski głos zza moich pleców i nie był to głos mojej żony.
– Co jest Karol? – zapytałem z uśmiechem, jak zwykle.
– Nie mów tak na mnie, jesteś zły za tą imprę, prawda? – zapytała.
– Zły to jestem za awanturę z Agatą, za nieopłacone rachunki, za niespłacone raty i długi na czarno zaciągnięte, a musimy jakoś temu podołać, bo jak wejdzie nam komornik, to będziemy skreśleni, a jesteśmy rodziną zastępczą, co jeszcze nie ukończyła kursu.
– Dostałam stypendium, mogę wam dać…
– Nie, Karolina, naprawdę nie trzeba, szef mi wypłaci, z opóźnieniem, ale wypłaci, te pięć dni banku nie zbawi, musimy prywatne tylko jakoś załatać…
– Szwagier, ale dla mnie to nie problem.
– Siadaj porozmawiamy lepiej o tej imprezie – powiedziałem, ale już widziałem, jak otwiera usta w proteście więc dodałem. – Jeśli nic nie wykombinuję, to się do ciebie zgłoszę z prośbą o pożyczkę, dobra? – zapytałem, siadając naprzeciw Karoliny.
– Dobra. Chcesz mnie opieprzyć za tą imprezę? – zapytała.
– Za samą imprezę nie, na nią się zgodziłem. Tylko, dlaczego wyście się tak uchlali?
– Ja nie – odpowiedziała, spuszczając oczy na ziemie.
– Ja wiem, ty nie, ale Bartosza już nie dopilnowałaś, co? A prosiłem, młodemu dać szklankę piwa niskoprocentowego, ewentualnie jeden kieliszek na toast i koniec, tak? I co?
– Nie chciałam go ograniczać – powiedziała, patrząc na mnie i unosząc brwi w geście jakby to, co mi przed chwilą oznajmiła było czymś oczywistym.
– W takim razie ja cię ograniczę. Szlaban na dwa tygodnie, na komputer i wychodzenie z domu. Zaraz po szkolę cię tu widzę, jasne? – zapytałem.
– Eche – odpowiedziała.
– Stęknięcie wydarte z twoich zaciśniętych ust mnie nie zadowala. – Osłodziłem sobie kawę i pomieszałem.
– Okay.
– W Anglii też nie jesteśmy, z takim czymś to do Tylera, to nie New York – odrzekłem.
– Nowy Jork nie leży w Anglii – oznajmiła mi Karolina.
– Nie wymądrzaj się, jak twoja siostra.
– Dobra, mogę się przestać wymądrzać, ale to nie sprawi, że Nowy Jork nagle stanie się stolicą Anglii – odpowiedziała, wzruszając ramionami.
– Gdzie leży?
– W Stanach Zjednoczonych, w USA.
– Dziękuje za odpowiedź, ale nadal nie wiem, czy się zrozumieliśmy. Szlaban na dwa tygodnie – przypomniałem mojej szwagierce.
– Tak, zrozumieliśmy.
– I nie tak, jak ostatnio, że mi za cztery dni wybyjesz na cały dzień?
– No nie – odpowiedziała, ale jej wzrok odbił gdzieś obok.
– Na pewno nie? – dopytywałem.
– No postaram się.
– Nie ma „no postaram się” – przedrzeźniłem ją. – Jeśli mi wyjdziesz podczas trwania tego szlabanu, to zastąpię go inną karą. Ściągnę pasek i przyrżnę.
– Nie wybyje. Skąd tyś to słowo w ogóle wytrzasnął?
– A sam nie wiem. Zniknij mi już z oczu, chyba, że chcesz herbatę.

– Nie, nie chcę – odpowiedziała oburzona i wyszła, zamykając po cichu drzwi. To chyba miała po siostrze.

Fragment pochodzi z e-booka pt. "My lubimy niegrzecznych chłopców..."
Link do opisu: Kliknij tutaj
Link do pobrania: Kliknij tutaj

1 komentarz:

  1. Karol mnie rozwalił z tym Nowym Jorkiem w Anglii :D

    OdpowiedzUsuń